Obserwatorzy

klauzula bezpieczeństwa

Wszelkie mądrości, bzdety i złośliwości na tym blogu, o ile nie zaznaczyłam inaczej podając źródła są moim wymysłem, a nawet własnością. Te niedoświetlone i kiepskie foty też. Zdjęcia z Burd, innych gazet czy książek (o ile nie podaję źródła), są skanami materiałów będących w moim posiadaniu.

Jeśli masz ochotę coś sobie przywłaszczyć to droga wolna. Razem z nimi przygarniasz część moich problemów, traum i niedoświetlenia.

Online

piątek, 30 czerwca 2017

Piosenka na dziś - Purple rain


I never meant to
'cause you any sorrow 
I never meant to 'cause you any pain 
I only wanted to one time see you laughing 
I only wanted to see you laughing in the purple rain 

Purple rain Purple rain 
Purple rain Purple rain 
Purple rain Purple rain 

I only wanted to see you bathing in the purple rain 

I never wanted to be your weekend lover 
I only wanted to be some kind of friend 
Baby I could never steal you from another 
It's such a shame our friendship had to end 

Purple rain Purple rain 
Purple rain Purple rain 
Purple rain Purple rain 

I only wanted to see you underneath the purple rain 

Honey I know, I know, I know times are changing 
It's time we all reach out for something new 
That means you too 
You say you want a leader 
But you can't seem to make up your mind 
I think you better close it 
And let me guide you to the purple rain 

Purple rain Purple rain 
Purple rain Purple rain 

If you know what I'm singing about up here 
C'mon raise your hand 

Purple rain Purple rain 

I only want to see you, only want to see you 
In the purple rain


niedziela, 25 czerwca 2017

Oj szalały, szalały czyli Noc Kupały

Tak na prawdę Noc Świętojańska jest z 23 na 24 czerwca. Jednak każdy dzień na świetną zabawę i okazję do spotkania ze znajomymi jest dobry, a sobotnia impreza zaczęła się w sumie już przed imprezą :)
K. thanks again for this beautiful flowers!


Organizator tego spotkania PNKV (polsko - holenderskie stowarzyszenie kulturalne) zadbał o różnorodne atrakcje. Nad obsługą imprezy dzielnie czuwali pracownicy i wolontariusze z Grupy ANIKA Team. Graficzną oprawę oraz poniższe plakaty przygotowała firma 048 Design czyli najlepsi branderzy - Weronika i Wojtek. Weronika prowadziła również warsztaty wicia wianków. 



Mimo typowo holenderskiej pogody impreza była bardzo udana.  Były atrakcje dla dzieci - tańce, zabawy, malowanie twarzy. Mieszczuchy mogły zobaczyć śliczne króliki w klatkach, krowy pasące się na łące, a nawet przejechać się na koniu. Była polska kuchnia czyli bigos, polskie kiełbaski z grilla, ogórki kiszone oraz... a jakże polskie piwo :)
Była loteria, na której wygrałam możliwość zorganizowania przyjęcia. Niestety nie udało mi się wygrać głównej nagrody, którą był typowy strój góralski :) Śmiechu przy tym było co nie miara, bo znajomi czekali na wylosowanie mojego numeru z równym przejęciem co ja, zamierając, gdy do wygrania była książka o kanonizacji kogoś tam (nie, nie, nie chcę!), zestaw dla babci (o jezuuuu tylko nie to), albo dziadka (o jezuuu jeszcze gorzej) i trzymając kciuki, gdy pojawiały się wartościowe nagrody.
Było również szukanie kwiatu lotosu... eeee... znaczy się kwiatu paproci.  Niezorientowanym tłumaczę. W filmiku promującym imprezę Wojtek przejęzyczył się i wspomniał o szukaniu kwiatu lotosu miast paproci. Była to zabawna pomyłka, która tak zakodowała się uczestnikom, że w przyszłym roku pewnie już nikt nie pomyśli nawet o paprociach. Jak to powiedziała Weronika, tak tworzą się nowe tradycje.

Największą jednak popularnością cieszyły się warsztaty z wicia wianków oraz wszelkie propozycje związane z tradycją nocy świętojańskiej.

Mój wianek samoróbek.

Weronika w akcji. Podziwiałam jej cierpliwość do panowania nad gorączką i desperacją kobiet przy wiciu wianków.

Tu ciąg dalszy moich działań z TEGO posta. Znowu mogłam kogoś zamknąć niczym ta zła Baba Jaga :)


Ognisko i pieczenie kiełbasek. 

Mimo parszywej holenderskiej pogody bawiłam się fantastycznie. Spotkałam dawno niewidzianych znajomych, poznałam nowych cudownych ludzi pełnych życia i pasji, nawiązałam kontakty, które kto wie, może zaowocują w przyszłości.
Działo się tyle, że pewnie i tak o połowie rzeczy nie napisałam.
Był też element zaskoczenia, bo kiedy stawiałam tarota znajomym przyszła organizatorka i powiedziała, że jeśli chcę mogę to robić oficjalnie za kasę, odpalając rzecz jasna część dochodu do fundacji. Przyznam, że na takie coś nie byłam jeszcze gotowa. Ale kto wie co będzie za rok? Może wystąpię jako czarownica Mag Ik? ;)






Zdjęcie z panem Magiem, który odprawiał rytuały ognia, a nieco później zaskoczył mnie niespodziewanie wręczając mi ogrodową pochodnię z cudnie pachnącą czerwoną świecą i słowami: Niech Ci rozświetli mrok. Wczorajszej nocy co prawda mi nie rozświetliła, bo mimo zasłaniania jej własnymi ciałami była gaszona przez deszcz i ogień. Udało się ją zapalić dopiero w zaciszu domowego ogrodu.
Cóż.... jeśli nieznany mężczyzna wręcza Ci pochodnię... to musi być znak ;) Tylko jeszcze nie wiem jaki :)


Tu Świtezianki w rytualnym tańcu oplatania późniejszej pochodni. Do tych pląsów intonowana była oryginalna pieśń bułgarska. W zaćmieniu umysłu i skoncentrowaniu na akcji nie zrobiłam żadnych filmików.



No i wreszcie... Coś na co wszyscy, lub prawie wszyscy czekali - rzucanie wianków na wodę. Przewidując, że z powodu wiatru panowie z łódek łowić wianków nie będą, obawiając się straty mojego cudnie uplecionego nakrycia głowy zdecydowałam się nie wrzucać go do wody, jeno zachować na pamiątkę.

Znalazł się śmiałek, który nie bacząc na panujący chłód rzucił się do wody, by wyłowić wianek swojej ukochanej. It must be love... love... love. Albo za dużo piwa ;)))
Zabawna scenka odegrała się chwilę później, kiedy kolejny pan, połechtany podziwem w oczach kobiet zbierał się do skoku do wody. Jego zapędy, bardziej niż zimna woda ostudziła wybranka rzucając:
- Jurek, nie wygłupiaj się. Ja ci dam i bez wianka.
Ot, polski klimat :)

Panie śpiewające przy ognisku i namolny fotograf, który tak zirytował jedną z nich, że zastanawiałam się czy nie dojdzie do rękoczynów. Dziarska staruszka. Widać, że ma słowiańską krew :)

Niech i Franek ma coś z nocy Kupały. W końcu też jest kobietą.

czwartek, 15 czerwca 2017

Mord w ogrodzie

Osoby o słabych nerwach i żołądku proszone są w tym momencie o opuszczenie bloga.

Serii ogrodowej ciąg dalszy. Ostatnio była impreza, a dzisiaj... krwawy mord. Powszechnie wiadomo, że koty to drapieżniki. To, że Franek killer przynosił mi do domu martwe (a czasem nawet żywe) ptaki, myszy i króliki wcale mnie dziwił.
Jednak to co dziś zobaczyłam w ogródku dosłownie ścięło mnie z nóg.

Najpierw może wytłumaczę się z tej klatki. Żeby nie było, że znęcam się nad kotem. Kilka lat temu Franek miał wypadek i połamane dwie kości w łapce. Operacja, pół roku leczenia z drutem stabilizującym roztrzaskaną kość. Od tego czasu zero wychodzenia samopas i złotej kociej wolności. Jednak tęskno jej za świeżym powietrzem, stąd ta klatka. Szelki i smycz się nie sprawdziły. Franek niczym Houdini wymykał się z ubranka. Może to byłby dla niej wstyd chodzić ze mną na spacer ;)
Zdjęcia bez winowajcy. Za karę trafiła znowu do domu.



Tym razem Dieren ambulans na nic się zda.Trup to trup.  Cóż... idę usunąć ten dowód rzeczowy Frankowego mordu. A potem przygotuję transparent - nie odpowiadam za czyny mojego kota.


sobota, 10 czerwca 2017

Impreza w ogrodzie czyli PL kontra NL

Sezon grillowy się rozpoczął. Pogoda w końcu z jesiennej zmieniła się na wiosenna, a nawet na iście letnią. Postanowiłam zatem zorganizować imprezę w ogródku.
Żaden wypas, ale na świeżym powietrzu nawet mało wyszukane dania smakują lepiej.
Kilka fotek ogrodu przed imprezą:




Tuż przed imprezą. W ferworze obracania produktów na grillu zdjęć artykułów konsumpcyjnych nie zrobiłam. 


Jak będziesz niegrzeczna, to cię zamkniemy w klatce :) Wreszcie mogłam odegrać rolę złej wiedźmy  z bajki o Jasiu i Małgosi :)


Dla porównania ogrodowa impreza holenderska pani, o której pisałam TU.


Ten "obrus", robi wrażenie, prawda?

A przy okazji wszystkim Małgorzatom najlepsze życzenia imieninowe.